Festiwal w Serwach już za nami. Tutaj znajdziecie trochę wspomnień i parę fotografii spoza sceny. Do Serw dojechaliśmy już w piątek w godzinach przedpołudniowych. Plaża miejska jeszcze była pusta. Trwały pierwsze prace ekipy technicznej rozstawiającej scenę. Wody jeziora jak zawsze przywitały nas porażającym szmaragdem. Na miejscu spotkaliśmy Grzegorza Łapczyńskiego – szefa i głównego organizatora Festiwalu. Od Niego dostaliśmy wszystkie niezbędne informacje logistyczne i koszulki z dumnym napisem ARTIST. Od tej pory wiedzieliśmy już kim jesteśmy. Noclegi drugi raz z rzędu mieliśmy w Płaskiej. Tam też udaliśmy się niezwłocznie, by symbolicznie przywitać się z okolicą i kolegami z zespołu Kuśka Brothers. Wieczór piątkowy, to pierwszy dzień koncertów i bardzo dobry występ KB. W trakcie ich porywającego recitalu Deg wykonał oszałamiający taniec z piłeczką. Po koncercie szybko z powrotem do Płaskiej i tam prawdziwe, długie ognisko ze śpiewami i tańcami. Poranek przepiękny, to nad wodę, potem tradycyjny obiadek u pani Gosi. Kto tam nie był niech koniecznie odwiedzi to miejsce i spróbuje specjałów, które tam czyni. Potem próba dźwięku o piętnastej i potworny przytłaczający wszystko upał. Zaczynaliśmy jako pierwsi, po laureatach zespole Trzy Maszty, o godzinie 17.30. Niestety upał doskwierał nie tylko nam a przede wszystkim publiczności, która po prostu nie dotarła na rozpoczęcie naszego występu. Na szczęście w trakcie naszego porywającego recitalu plaża i plac przed sceną systematycznie zapełniał się. Na scenie było ze dwieście stopni, nawet nie wiecie jak boli oko do którego wpadnie kropla potu, spłynęliśmy nim od stóp do głów. Potem szybka kąpiel w jeziorze za sceną, parę autografów i nasze Serwy pomału się kończyły. Choć festiwal tak naprawdę dopiero się rozkręcał.